Ładowanie
×

Dane są nową ropą? To już przeszłość

Dane są nową ropą? To już przeszłość

Podczas niedawnego wystąpienia na konferencji Qlik AI Reality Tour w Łodzi, Dan Sommer – Global Market Intelligence Director w Qlik – przedstawił fascynującą perspektywę na rolę danych w erze AI, która całkowicie zmienia sposób, w jaki myślimy o cyfrowych zasobach. Jego obserwacje skłoniły mnie do głębszej refleksji nad tym tematem.

Przełomowa perspektywa Qlik

Jak podkreśla Sommer, porównywanie danych do ropy było charakterystyczne dla wczesnej ery big data. Dziś, w świetle rozwoju AI, ta analogia traci na aktualności. Qlik, jako firma z wieloletnim doświadczeniem w analityce danych, dostrzega tu fundamentalną zmianę paradygmatu.

Dlaczego ropa to złe porównanie?

Siedząc w Elektrociepłowni Powiśle, przy oknie z widokiem na tętniące życiem miasto, przeglądam notatki z wystąpienia Dana Sommera. Uderza mnie coś, co kompletnie zmienia sposób myślenia o cyfrowej gospodarce.

Pomyślcie o ropie. Wiercisz, pompujesz, rafinujesz, spalasz — i po wszystkim. Każda kropla wykorzystana to kropla mniej w złożu. Proste, linearne, ostateczne. Tak działał świat przez ostatnie sto lat.

Ale dane? To zupełnie inna historia. Z każdą interakcją z ChatGPT czy każdym zapytaniem do Alexy, nie tylko otrzymujemy odpowiedź — tworzymy nową warstwę informacji. To jak ogród, który rośnie bujniej z każdym dotknięciem. Dan Sommer z Qlik nazywa to „perpetuum mobile cyfrowego wieku” i ma rację.

Weźmy prosty przykład: wczoraj zapytałem AI o najlepsze kawiarnie na Mokotowie. Nie tylko dostałem listę miejsc — system nauczył się moich preferencji, wzbogacił swoją bazę wiedzy o lokalne biznesy i stworzył nowe połączenia między danymi. To nie było jednorazowe zapytanie — to był akt twórczy, generujący nową wartość.

Obserwuję to zjawisko od lat i muszę przyznać — Sommer trafił w sedno. W świecie, gdzie każda interakcja mnoży dane wykładniczo, stare zasady ekonomii przestają działać. To nie jest już gra o kurczące się zasoby — to taniec z nieskończonością.

A może właśnie to jest największą ironią naszych czasów — szukaliśmy analogii w świecie fizycznym, podczas gdy prawdziwa rewolucja dzieje się w przestrzeni, gdzie ograniczenia fizyki nie istnieją.

Tlen dla sztucznej inteligencji

Przez lata branża tech żyła w przekonaniu, że więcej znaczy lepiej. Gromadziliśmy dane jak chomiki zapasy na zimę — bezmyślnie, obsesyjnie, zachłannie. Big Data było świętym Graalem, a gigabajty i petabajty normą.

Ale Dan widzi to inaczej. „To jak z oddychaniem”, mówi. „Nie potrzebujesz więcej powietrza — potrzebujesz czystego powietrza”. Ta analogia uderza swoją prostotą i prawdą.

Weźmy Alexę czy Siri. Można nakarmić AI milionami godzin przypadkowych nagrań, ale jedna godzina precyzyjnie oznaczonych, czystych próbek jest więcej warta niż terabajty szumu.

To jak z tą kawą przede mną — barista nie zalewa ziaren hektolitrami wody. Precyzja. Jakość. Czystość. Te same zasady rządzą światem AI.

To fascynujące, jak często w technologii wracamy do podstawowych prawd. Czasem mniej znaczy więcej, a jakość zawsze pokona ilość. W świecie, gdzie dane są tlenem dla AI, może czas pomyśleć nie o tym, ile tego tlenu mamy, ale jak czystym powietrzem oddychają nasze algorytmy.

Autentyczność w epoce deepfake’ów

Pamiętam czasy — wydaje się, że to była inna epoka — kiedy największym wyzwaniem było po prostu zdobycie danych. Teraz? Teraz toniemy w morzu cyfrowych falsyfikatów. Każdego dnia AI generuje miliony obrazów, tekstów i nagrań, które wyglądają jak prawdziwe. To jak patrzeć na świat przez zakrzywione zwierciadło — nigdy nie wiesz, co jest rzeczywiste.

Sommer opowiada o firmach, które budują całe działy dedykowane weryfikacji danych. To już nie jest miły dodatek do biznesu — to kwestia przetrwania. Weźmy przykład Deutsche Bank, który niedawno zainwestował fortunę w blockchain do śledzenia pochodzenia danych. Albo Microsoft, który rozwija zaawansowane systemy watermarkingu dla contentu generowanego przez AI.

„To jak z diamentami”, mówi Dan „Kiedyś wartość określała wielkość. Dziś liczy się czystość i certyfikat pochodzenia”. Ta analogia jest uderzająco trafna.

Kiedyś byliśmy jak zbieracze — wszystko się przydawało. Dziś musimy być jak jubilerzy — każdy element musi być dokładnie sprawdzony, oszlifowany, certyfikowany.

Rozmawiałem niedawno z CTO jednego z większych polskich banków. „Wolimy mieć mniej danych, ale być pewnym ich pochodzenia”, powiedział mi. „Jeden fałszywy input może zatrząść całym systemem predykcyjnym”.

Historia zatacza koło. W erze cyfrowej nadmiaru wracamy do podstawowych wartości — autentyczności, prawdy, zaufania. Może właśnie to jest największą ironią naszych czasów: im bardziej zaawansowana staje się technologia, tym bardziej potrzebujemy tych fundamentalnych, ludzkich wartości.

Wnioski dla biznesu

Wizja przedstawiona przez Dana Sommera z Qlik pokazuje, że stoimy u progu nowej ery w zarządzaniu danymi. Jego spostrzeżenia, poparte wieloletnim doświadczeniem Qlik w dziedzinie analityki, wskazują jasno — przyszłość należy do firm, które potrafią nie tylko gromadzić dane, ale przede wszystkim zapewnić ich najwyższą jakość i autentyczność.