Sześć zasad, żeby nie wpaść w nieszczęsne 40 procent
Włoski regulator ochrony danych (Garante) zapytał OpenAI wprost: jak dokładnie przetwarzacie dane użytkowników ChatGPT? To był marzec 2023, chwilę po premierze narzędzia, gdy nikt jeszcze nie miał gotowych odpowiedzi na takie pytania. Odpowiedź OpenAI nie była wystarczająco jasna — więc Włochy jako pierwszy kraj na świecie zablokowały ChatGPT. Na miesiąc.
Luca Tamburrano, Chief Architect for AI w Qlik, opowiedział tę historię na zamknięcie swojej ostatniej sesji w Katowicach — tej, która miała spiąć wszystko, o czym mówiono tego dnia: agentów, MCP, jakość danych, chmurę kontra on-premise. „Technologia wyprzedziła regulacje” — tak to podsumował. I to zdanie jest chyba najkrótszym opisem tego, w jakim momencie jesteśmy z AI w analityce danych.
Teza wyjściowa całej prezentacji brzmiała nieprzyjemnie konkretnie: 40 procent inicjatyw AI skończy się porażką. Nie dlatego, że modele są słabe. Dlatego, że organizacje nie rozumieją, co się właśnie zmieniło pod spodem.
Co się właściwie zmieniło
Klasyczny model — polecenia płyną z góry na dół, informacja z dołu do góry — przestał działać, bo dane przestały być gromadzone w jednym miejscu. Żyją w chmurze, na dysku, w aplikacji, teoretycznie nawet w lodówce (Luca akurat żartował, ale niedługo pewnie przestanie).
Do tego doszli agenci, którzy — inaczej niż tradycyjne systemy — domagają się autonomii. Mogą być dostawcami danych i ich konsumentami jednocześnie. To przesuwa granice ról tak mocno, że nawet programowanie się zmienia. Tamburrano opisał to zjawisko jako „vibe coding”: programista przestaje pisać kod linijka po linijce, a zaczyna funkcjonować jak koordynator roju agentów, które kodują za niego. Sam się do tego przyznał — dalej pisze Pythona, ale coraz rzadziej samodzielnie.
Z tego chaosu Tamburrano i zespół Qlika wyłuskali dwanaście trendów, rozłożonych na cztery obszary (dane, agenci, wykonanie, kolejny poziom infrastruktury) i trzy warstwy — fundamentalną, integracyjną i innowacyjną. Można by to opisać jako matrycę, ale bez owijania w bawełnę: chodzi o odpowiedź na pytanie, co dzisiaj naprawdę się liczy przy budowaniu czegokolwiek z AI.
Kilka z tych obserwacji warto zapamiętać.
Konsolidacja dostawców a lock-in. Duzi gracze — AWS, Microsoft i inni — coraz częściej mierzą sukces ilością przechowywanych i przetwarzanych przez siebie danych. Efekt: platformy zaczynają pokrywać coraz więcej warstw stosu danych naraz. Wygodne, dopóki nie okaże się, że to, co działało wczoraj, przestaje działać jutro — a wyjście z platformy jest drogie i bolesne.
Powrót lokalnych obliczeń. Przez lata mówiło się: wszystko w chmurze. Teraz coraz więcej zadań opłaca się liczyć lokalnie — szybciej i taniej. Tamburrano podał własny przykład: miesiąc, w którym rachunek za wywołania modeli w chmurze wyniósł 1200 dolarów, bo jeden prosty prompt kończył się ponad 150 wywołaniami API przy testowaniu prostych agentów. Po tym doświadczeniu zaczął dzielić obciążenie — generowanie obrazów zostawił chmurze, bo lokalnie się jeszcze nie da, ale streszczenia, konspekty i wiele innych rzeczy przeniósł na własny sprzęt. Wniosek nie jest „chmura albo lokalnie”, tylko: znajdź balans, bo inaczej zapłacisz za nadgorliwość agentów.
Odwrócona logika BI. Przez lata AI dokładało coś do business intelligence. Teraz jest odwrotnie — BI staje się narzędziem, z którego korzysta AI, żeby odpowiadać na pytania. Modele językowe są kiepskie w liczeniu i mają skłonność do zmyślania, kiedy czegoś nie wiedzą. Więc zamiast każąc LLM-owi liczyć, każe mu się sięgnąć po silnik BI, który policzy poprawnie, a LLM tylko sformułuje odpowiedź po ludzku.
Sześć zasad, nie sześć sloganów
Cała reszta prezentacji to w gruncie rzeczy sprowadzenie tych obserwacji do praktycznej listy — sześciu rzeczy, które odróżniają organizacje wpadające w te 40 procent porażek od tych, które przez nie przechodzą bez szwanku.
- Jakość danych na pierwszym miejscu — bo prognozy mówią, że ponad 80 procent czasu przy projektach agentowych pójdzie właśnie na porządkowanie danych, nie na budowanie samych agentów.
- Potem kontekst — nie tylko dane, ale też metadane i treści nieustrukturyzowane, bo te ostatnie to podobno ponad 80 procent tego, co w ogóle istnieje w sieci, a większość firm ich nie dotyka.
- Balans chmura-lokalnie — już był wyżej.
- Otwartość platform, żeby nie dać się zamknąć w jednym ekosystemie.
- Governance na poziomie źródła danych, nie tylko końcowego jeziora danych — bo agenci, dla efektywności, będą chcieli sięgać bezpośrednio do źródeł, a to rodzi problemy z bezpieczeństwem, jeśli nikt tego nie pilnuje.
- I na końcu interoperacyjność — zdolność, żeby systemy i agenci rozmawiały ze sobą i z zewnętrznym światem, zamiast siedzieć każdy w swojej silosowej wieży.
Żadna z tych sześciu rzeczy osobno nie jest odkrywcza. Razem składają się w coś, co brzmi mniej jak checklist konferencyjny, a bardziej jak lista rzeczy, które ktoś odhaczał już po fakcie, patrząc na projekt, który się wywrócił.
Ciekawe w tym wszystkim jest to, że im więcej dowodów zbiera się na to, jak bardzo AI wszystko zmienia, tym bardziej sprowadza się to do rzeczy, które branża danych powtarza od dekady: dbaj o jakość danych, nie zamykaj się w jednym dostawcy, pilnuj governance u źródła. AI nie wymyśliło nowych problemów. Ono po prostu uczyniło stare problemy dużo bardziej kosztownymi, jeśli je zignorujesz.
Artykuł powstał na podstawie sesji Qlik Meet the Experts, Katowice, marzec 2026. To część serii — pozostałe teksty znajdziesz w tym biuletynie 🙂
